Są dni kiedy mam nieodpartą chęć pracować lub po prostu działać. A są też takie, że spędzam je w łóżku. Kiedy chce mi się działać – powinienem zadbać o wypoczynek a kiedy leżę w łóżku, powinienem zmusić się do wstania. Niestety często jest tak że nie robię tego co powinienem na obu frontach.
Na pewno zauważyłem, że obowiązek wyjścia z domu mi bardzo pomaga, ostatnio sprawdziłem to przez 3 miesiące na zajęciach na oddziale dziennym. Nie opuściłem żadnego dnia bez usprawiedliwienia chociaż przychodziłem praktycznie na ostatnią chwilę. Po tak rozpoczętym dniu, nie wracałem już do łóżka. Teraz, znowu częściowo wróciłem do zalegania w łóżku – w mieszkaniu z rodzicami niewiele chce mi się działać a w moim mieszkaniu w samotności mam energię. Może tak na razie musi być.
Wcześniej pracowałem na różne sposoby na część etatu (np. jako taksówkarz, korepetytor, specjalista komputerowy, asystent zdrowienia, osoba dbająca o czystość powierzonego obszaru). Prace te dawały mi satysfakcję, sprawiały że lepiej się czułem (byłem potrzebny, miałem kontakt z ludźmi, byłem aktywny fizycznie) i powodowały, że wstawałem. Obecnie dorabiam sobie usługami komputerowymi w oparciu o umowy o dzieło. Dostosowuję moją pracę do mojej aktywności (pracuję kiedy jestem aktywny).
Zastanawiam się czy poradziłbym sobie z pracą która wymagałaby mojej aktywności przez 7 godzin dziennie, ale to chyba na razie dla mnie za dużo.
A jak to jest u Ciebie?


Dodaj komentarz