Od jakiegoś czasu dał mi do myślenia cytat z Biblii: 2 Tesaloniczan – 3,10 „Albowiem gdy byliśmy u was, nakazywaliśmy wam tak: Kto nie chce pracować, niech też nie je!” Tak jak pisałem wcześniej, podczas pielgrzymki na Jasną Górę (więcej tutaj) dodałem swoją intencję do modlitwy różańcowej z innymi pielgrzymami, o pracę dla mnie na miarę moich możliwości.
No i jest owoc modlitwy:
Z pewną nieśmiałością na sam koniec pielgrzymki zdecydowałem się poprosić o pracę osobę która mi pomagała w czasie pielgrzymki (a wiedziałem, że ma swoją firmę chociaż nie wiedziałem jak dużą). Krótko opowiedziałem o swoim doświadczeniu w handlu, powiedziałem, że mi zależy na pracy fizycznej (wysiłek fizyczny podczas pielgrzymki dobrze wpłynął na mój organizm) i że miałem problemy z psychiką (no i że mam orzeczenie o umiarkowanym stopniu niepełnosprawności a że w ZUSie całkowitą niezdolność do pracy – nie było łatwo się przyznać ale chciałem aby on o tym wiedział). Od razu dostałem informację, że praca jest i żebym zadzwonił za kilka dni.
Nie zadzwoniłem w umówionym terminie, ponieważ wcześniej skontaktował się ze mną jeden z pracowników firmy (mój przyszły szef) i umówiliśmy się na spotkanie. Spotkanie przebiegło dobrze (powiedziałem, że chcę się pocić podczas pracy bo mi odpowiada wysiłek fizyczny). Wywołało to uśmiech :). Podczas spotkania padło też pytanie na co choruję i że nie muszę na nie odpowiadać. Poczułem, że powinienem odpowiedzieć na to pytanie – powiedziałem, że choruję na zaburzenie (co sugerował wcześniej jeden z moich lekarzy, chociaż nie chciał tego napisać na wypisie z oddziału dziennego szpitala) a nie na pełną wersję mojej choroby. Zastanawiam się czy to mu jeszcze wyjaśnić – z drugiej strony diagnoz miałem kilka. W każdym razie odpowiedź na to pytanie nie była dla mnie łatwa.
Później jeszcze tylko spotkanie z prezesem (kilkuminutowe) i mam pracę jako magazynier!
Pierwsze wrażenia po dwóch tygodniach pracy: tysiące produktów na dużej hali, kilkupiętrowe stelaże na palety z towarem, do tego duży plac na zewnątrz i namioty z dodatkowymi produktami. Na początek wyglądało to lekko przerażająco ale po kilku dniach dostałem skaner i samodzielnie kompletowałem zamówienia, na razie bez błędu. Najbardziej pocę się przy owijaniu palet folią chociaż też dał mi dobrze w kość jeden z pracowników który mnie przyuczał (on suchy a ja cały mokry). W rezultacie glikemia pod lepszą kontrolą, lepszy sen i nie zalegam w łóżku :). I energia na dobrym poziomie, uczę się latać po magazynie jak mały samochodzik, tak jak inni.
Pracownicy w pracy na razie pomocni, zobaczymy jak długo.
Przeszkadza mi między innymi to, że prawie wszyscy przeklinają (szczególnie jedna osoba) ale o tym w innym poście.
Ciekawe jak będzie z relacjami z innymi pracownikami, bo jedna mała sytuacje konfliktowa już była.
Chyba już uwierzyłem, że mogę tam być dobrym pracownikiem.
A jak wyglądały pierwsze dni w Waszej pracy?


Dodaj komentarz