Tak jak już pewnie wiecie w 2026 roku latem planowałem wybrać się z Pieszą Pielgrzymką Podlaską na Jasną Górę. Kilka dni przed planowanym wyjściem moja znajoma przysłała mi reklamę biura pielgrzymkowego Arka z Diecezji Siedleckiej (https://arkapielgrzymki.pl/) o planowanej pielgrzymce do Fatimy i Santiago de Compostela (ta druga część pieszo z Baiony w Hiszpanii – około 130km). Oba miejsca były w moich marzeniach, więc, chociaż żałując, że nie będę uczestniczył w pielgrzymce do Częstochowy, zdecydowałem się polecieć na zachodni koniec Europy.
Nasza grupa, łącznie z dzieciakami i dwoma księżmi liczyła 17 osób.
Fatima – spełnienie marzenia
Najpierw lot do Porto, później autobus pielgrzymkowy do Fatimy i hotel kilkaset metrów od głównego placu i kapliczki objawień. Fatima, tak jak Lourdes robi wrażenie – olbrzymi plac (potrafi pomieścić nawet milion wiernych), Kaplica Objawień, Bazylika Matki Bożej Różańcowej i nowoczesna Bazylika Trójcy Przenajświętszej.


Na mnie największe wrażenie zrobiło to, że czytałem fragment Pisma Świętego podczas polskiej mszy w Kaplicy Objawień. Wrażenie też zrobiło na mnie nabożeństwo ze świecami wieczorem po zachodzie słońca i duży krzyż na placu z pomnikiem Jana Pawła II obok.

Ciekawe też było muzeum obok Bazyliki Trójcy Przenajświętszej


Santiago de Compostela – początek drogi
Z Fatimy wyruszyliśmy na północ do Hiszpanii do hotelu w którym przebywaliśmy kilka dni. Następnego dnia zostaliśmy przewiezieni autobusem na początek naszej pielgrzymki do Santiago de Compostela – do Baiony. Stamtąd wyruszyliśmy na szlak, który miał około 130km długości/około 20km dziennie przez 6 dni (najwięcej było 25km dziennie). Muszę przyznać, że najbardziej bałem się terenu pagórkowatego (najwyższa górka to około 400m npm), łącznie było około 1300m przewyższenia. Jednak okazało się, że moja praca na nogach, moje wcześniejsze pielgrzymki i wyprawa w Bieszczady dobrze mnie przygotowały. Szło mi się zaskakująco lekko a po krótkich wejściach na wzniesienia były łagodne zejścia w dół.
Samotne pielgrzymowanie
Jeden dzień pielgrzymowałem z grupą ale przez większość czasu pielgrzymowałem samotnie – tak mi było po prostu lepiej. To, że było to dla mnie nowe miejsce, które pokonywałem szukając żółtych strzałek (które pojawiały się nawet co sto metrów) z rysunkami muszli na płotach, słupach, pod stopami czy na murowanych słupkach i to, że szedłem samotnie, spowodowało, że szło mi się wyjątkowo dobrze (i psychicznie i fizycznie). Pomagała też modlitwa – czy to Różaniec czy to Koronka.

Spontanicznie, w zależności od zmęczenia, wybierałem miejsca na odpoczynek. Kilka razy spróbowałem okolicznego specjału czyli ośmiornicy. No i obowiązkowa kawa.
Duże wrażenie wywarło na mnie spotkanie z Polakami – rodziną z czwórką dzieci, z których najmłodsze bliźniaki miały 6 lat. Z tego czego się dowiedziałem mieli duże doświadczenie w chodzeniu po górach. Te dzieci i ich rodzice wyprzedzili mnie i poszli tempem, którego nie mogłem dotrzymać!
No i w końcu nasz cel – Santiago de Compostela! Tradycyjne objęcie figury Jakuba na głównym ołtarzu i modlitwa tuż przy jego sarkofagu. I to mnóstwo pielgrzymów na placu przy Katedrze.

Moją radość zmąciły myśli, że sprzedaje się pamiątki w murach Katedry. Czy powinienem postąpić jak Jezus?
Czego się nauczyłem?
Podczas tej pielgrzymki nauczyłem się, że nie tylko ważny jest cel do którego dążymy (Santiago, Niebo?) ale również droga. I po raz kolejny tego, że mimo obaw czy podołam trudom, okazało się, że nie były takie straszne i że je pokonałem – nauczyłem się bardziej ufać Bogu, który o mnie nie zapomina! I mimo tego, że 3 razy zabłądziłem – czego też się obawiałem – udało mi się wrócić na dobry szlak. No i cieszyłem się tym, że mogę iść przed siebie!
Co dalej?
Już teraz wiem, że będę chciał wrócić na szlak pielgrzymkowy, może jeszcze do Santiago? A może tym razem od wschodu lub centrum Hiszpanii, z Francji czy Polski? Myślę również o Św. Szarbelu w Libanie, Św. Franciszku w Asyżu czy Matce Bożej w Guadelupe czy Gietrzwałdzie lub Sokółce. Któż to wie dokąd trafię?
Pielgrzymowanie a moje zdrowienie
Pielgrzymowanie pomaga mi w zdrowieniu, uczy że mogę pokonać różnorakie trudności, obawy. Że samotność nie jest taka straszna (mam obok siebie Boga). I że mogę zrobić coś, co wcześniej wydawało się trudne.


Dodaj komentarz